Prezentując często na naszych łamach
mamy świadomość, że ta grupa jakże popularnych współcześnie przedmiotów, wywodzi się wprost z czasów, gdy do wzbudzenia zainteresowania dzieci, nie trzeba było uciekać się do urządzeń zależnych od prądu elektrycznego.
Miejsce, które można uznać za prekursorskie przy tworzeniu i produkcji
na liczną skalę, znajdujemy w XIX-to wiecznych Niemczech. Właśnie tam, w okolicy Stuttgartu, Margarete Steiff, zaczęła swą przygodę z
od pincushions (miękkich poduszeczek na igły) o kształcie słonia. Gdy okazało się, że dzieci chętnie się nimi bawiły, rychło powstały kolejne modele, a niezobowiązujące hobby przeobraziło się w opłacalne przedsięwzięcie, stając się podwalinami narodzin firmy Margarete Steiff GmbH w 1880 roku.
I tu warto zauważyć, że najbardziej charakterystyczny i popularny, stanowiący niemal synonim
model, określany jako miś, wprowadzony został do produkcji dopiero w 22 lata od daty powstania firmy, oprócz słoni, "wyprzedzony" przez takie zwierzęta domowych, jak pies, kot, czy świnia.
Ale, skoro wspomnieliśmy już o misiu, możemy dzieki temu stosunkowo płynnie, zmienić kontynent (z Europy udajemy się do Ameryki Północnej), by poszukać pierwowzorów
określanych przez nas jako
niejako przy okazji ocierając się o wielką politykę.
A historia ta, zaczynająca się 1902 roku na pewnym polowaniu, którego anegdotycznymi "uczestnikami" byli pewien mały niedźwiadek i prezydent USA Theodore Roosevelt, poprzez historyjkę obrazkową opublikowaną na łamach The Washington Post, trafiła do wyobraźni nowojorskiego sklepikarza Morrisa Michtoma, który zainspirowany opisanym wydarzeniem uszył
o kształcie niedźwiedzia i ustawił w witrynie swego sklepu, nazywając ją, nieprzypadkowo kojarzącym się z przezwiskiem prezydenta mianem, teddy bear.
Ponieważ zainteresowanie
przeszło wszelkie oczekiwania twórcy, zainicjowało produkcję w ramach firmy Ideal Novelty and Toy Company kolejnych egzemplarzy, z których jeden trafił także do lokatora Białego Domu, uzyskując nie tylko jego pełną akceptację nazwy, ale i stając się jednym z symboli następnej kampanii wyborczej, przyczyniając się, być może, do wyboru Teddy'ego Roosevelta na kolejną kadencję.
W ten oto sposób, wydaje się, dotarliśmy do genezy formy określanej przez nas, jako
które już przeszło wiek, zyskały niezliczoną ilość form, kształtów, kolorów i funkcji.
À propos funkcji, to
przygotowane przez nas dla
Zespołu Szkół Bachmacka
można uznać za w pełni wielofunkcyjne i to zarówno pod względem wizualnym, jak i manualnym.
Bo czyż, spoglądając na omawiane przez nas
z profilu, nie jawi się nam symbolicznie inicjał nazwy szkoły, czyli litera B, która w pozycji en face płynnie przekształca się w unikalną kolorystycznie
której skrzydełka można ustawić w dowolnej pozycji, podobnie jak nie przymocowane na stałe oczy.
Inne, równie interesujące
według naszego projektu i w naszym wykonaniu wszyscy zainteresowani znajdą w naszych galeriach prezentujących